Święta Unia w chwili śmierci

 

Dom Tantry ·  10 Listopada 2019

 

Ekstatyczna droga mistycznej seksualności ma również ukrytą twarz, a właściwie to co kryje się pod jej miękką skórą: kości i ziejące pustką, trupie oczodoły. Dwie czaszki zastygłe w bezczasowym pocałunku i obejmujące się w śmiertelnym uścisku szkielety, przypominające o nietrwałości i ulotności życia. Jednym z fundamentalnych lęków ego, jest lęk przed zniknięciem, rozpuszczeniem. Świadkując własnemu przemijaniu, bardziej możemy otworzyć się na puszczenie tego, co potrzebuje w nas umrzeć. W czasie praktyki medytacyjnej, możemy stopniowo przyzwyczajać nasze ciało do tego, że rozpuszczanie ego, zniknięcie identyfikacji, nie wiąże się z fizycznym unicestwieniem. Wdech narodziny – wydech odejście. W taki sposób tu i teraz, przekroczymy uwarunkowania związane ze śmiercią. Towarzysząc częściom naszego ego w stopniowym umieraniu.

Dla większości śmierć kojarzy nam się z nieuchronnym końcem, z bólem opuszczenia tych co kochamy. Łączy się z ciemną i zimną pustką, z chorobą i straszną wonią rozkładającego się ciała. Wielu ludzi może ma takie doświadczenie. Doznania w czasie śmierci mogą być jednak inne.  Dla wszystkich, którzy kultywują tę nihilistyczną wizję śmierci, chciałbym przedstawić ciekawszą alternatywę. Także dla tych, dla których energia seksualna jest ważna w życiu, jest dobra wiadomość:

Śmierć jest niczym innym, tylko najsilniejszym w życiu orgazmem.

Tantryczni jogini całe życie przygotowują się na tę właśnie chwilę. Aby w momencie śmierci, w pełni otworzyć się na nieskończoną błogość połączenia żeńskich i męskich esencji w sercu. Doznać iluminacji i duchowej samorealizacji.

Jeśli tak rzeczywiście jest, to czemu śmierć ma taki czarny pijar? Dlaczego właściwie o tym nic nie wiemy? Po pierwsze dlatego, że w trakcie tego orgazmu wszyscy umierają i nie mogą już nikogo o tym poinformować. 🙂  Ale jest jeszcze drugi powód, który jest mniej pozytywną wiadomością:

Nie jesteśmy w stanie wytrzymać takiej dawki przyjemności i już na wstępie tracimy przytomność. Podobnie jak bywa z przedwczesnym wytryskiem, zanim zaczniemy, już kończymy.  Kiedy w końcu odzyskujemy przytomność, od paru dni już nie żyjemy i z czasem orientujemy się, że opuściliśmy ciało.

Dla adeptów mistycznej seksualności, każde odczucie może być rozpoznane jako święta unia żeńskiego i męskiego pierwiastka. Jakiekolwiek poruszenie energii może stać się iskrą orgazmicznej błogości, wypełniającej całe ciało.

Na drodze do doświadczenia świętej seksualności stoją nasze stare tożsamości, przywiązanie do starych doświadczeń, tego jak postrzegamy siebie i naszą seksualność. Wszystko się zmieni, jeśli pozwolimy im umrzeć.